x anty x >> środa, 28 grudnia 2011 00:29:46
Siła wierność wytrwałość.
Siła.
Si ło wa nie
Mo co wa nie
siłowanie mocowanie.
potyczka tyczka po
pojedynek
xenia vs xenia
zderzenie
bum
xenia antyxenia
x anty x
bum
.
komentarze [0]

Osobliwość >> środa, 31 sierpnia 2011 11:19:14
Tańczące słowa
na-le-gam nalegam
dziecięce ruchy
od-ru-chy
kompatybilność nie.
Dłoń jakaś młoda
twarz jakby nieco
stóp chód wciąż lekki
świeży zapach skóry.
Gdy Innocenty grający na flecie spojrzeniem swym łąkę zieloną raczył,
jawiło się słońce między chmury wschodząc i rzekło:
Innocenty, pieśń twoja mimo iż na flecie jeno, porusza me słoneczne wybuchy bardziej, niźli niejeden...
Innocenty rzekł zaś:
Słońce wschodzące, królu niebios i ziemi, blasku rozkoszy, światło nadziei, jam jest jeno grajkiem, a flet mój fujarką scyzorkiem wydzierganą, zaś...
I zapadł zmrok, bowiem słońce zgasiło Innocentego oczy, a oczy Innocentego zgasiły blask słońca.
komentarze [1]

Gnuśność >> czwartek, 14 lipica 2011 00:17:56
Moja krew
spływająca ponurym strumieniem
w dół
w dół
w dół.
Moja krew
szkarłatowa struga bólu
sól
sól
sól.
Moja krew
natchnienie mięśnia sercowego
puls
puls
puls.
Moja krew
ja sługa uniżony swoich
snów
snów
snów.

komentarze [0]

Tyłozgięcie umysłu. >> wtorek, 5 lipica 2011 01:09:22
Czasem boję się
że już niczego tam nie ma.
Bezpowrotnie
ostatecznie
zniknęło.
Często boję się
że niczego już tam nie ma.
Zostało szarpanie
głuche walki
zwycięstwa i klęski.
Co dzień boję się
że niczego już nie będzie.
Tylko smutny cień
sunący ze szmerem
przez ciszę ciszę ciszę...
A ciszą jest blask i ciszą jest krzyk.
Krzykiem jest szept i szeptem jest śpiew.
Przejmująca pieśń, od stóp aż po końce końców myśli i słów, przejmująca pieśń płynąca w górę i w dół. Pieśń wołająca, pieśń pieśń pieśń...
W ciszy unosi się pustka.
Pustkę przeszywa blask.
W cichej pustce przyszło mi oślepnąć.
Ślepa, pusta, cicha.
To pielgrzymka wgłąb stawania się, ustanowienia samoistnienia.
Ciemno, bezgranicznie, bezwładnie.
Każdej nocy boję się
że nic już nie istnieje.
Że tylko dryfuję na rozkładających się plecach
skubanych przez głodne rybki
gnijących,
martwych,
moich
plecach.





komentarze [0]

Poznań 2010/Poznań 2011 : Poznań listopad >> niedziela, 12 czerwca 2011 00:40:13
Wędrówka przez kręte drogi. Wędrówka przez drogi szerokie, wąskie. Wędrówka przez drogi wyjeżdżone kołami traktorów i innych mechanizmów. Wśród dziko rosnących traw, chwastów drogi brzegi okalających, polnych kwiatów, skarłowaciałych drzew i z daleka szemrzących lasów.
Takiej wędrówki mi trzeba. W pełnym słońcu. W pełnym zadowoleniu. W rozkoszy stąpania po gorącym piasku stopą nagą. Błogich kroków mi trzeba. Zapomnienia. Wspomnienia. Zapominania. Wspominania. Pamięci. Pamiętania. Czymże jest ludzka pamięć? Czymże są wspomnienia? Jak nikłe są wszystkie te rzeczy, wszystkie te sprawy? Jak łatwo ulatują. Jak łatwo odchodzą. Jak łatwo zapomnieć o dotyku trawy. Jak łatwo zapomnieć o dotyku wody. Jak łatwo zapomnieć o dotyku w ogóle. O dotyku życia. Dotyku ducha.
Jak trudno zapomnieć o złym śnie. Jak trudno zapomnieć o złym słowie. Jak trudno zapomnieć o grymasie. Jak trudno zapomnieć o wyrwanym fragmencie duszy.
Dotyk wody ukoiłby nieco. Dotyk piasku nadałby nieco spokoju. Dotyk wiatru pozwoliłby oddychać. Dotyk deszczu...tak bardzo kocham dotyk deszczu. Dotyk deszczu jest jedyny w swoim rodzaju. Deszcz kusi. Deszcz smaga. Deszcz pieści. Deszcz koi. Deszcz jest.
Zanurzyć się w wodzie chłodnej. Zanurzyć się w całości. W całości oddać swoje ciało falom. Otworzyć oczy i szukać smug światła. Odczuwać przepływ. Odczuwać. Płynąć. Płynąć pod prąd w szaleństwie, w sile, w mocy. Płynąć! W mocy!
Leżeć w mchu. Na polanie. Tonąć w zieleni. Chłonąć zieleń. Kochać łaskotanie zielonego wiatru. Wdychać las. Wdychać przestrzeń. Oddychać powietrzem. Oddychać życiem. Oddychać.
Pięć ścieżek. Pięć dotyków. Pięć zamierzeń. Pięć celów. Woda. Piasek. Wiatr. Deszcz. Pięć form hedonistycznego odreagowania emocjonalnego wyładowania napięć niesnasek. Pięć odważników na wadze inwentaryzacyjnej duszy małej mnie. Oto pięć filarów dnia dzisiejszego. Oto pięć filarów dzisiejszego dnia.
Listopad
Złoci się liśćmi. Czerwieni się liśćmi. Ścieli się liśćmi każda chwila. Piękno. Powalające piękno. Przestrzeń piękna. Przestrzeń estetycznego odczuwania, bytowania w pięknie. Nowe zadania. Nowe wyzwania. Wspomnienia. Śmierć płynąca coraz wolniej, mrucząca do uszu, śpiewająca powoli swoją ponurą pieśń. Strata. Świadomość straty. Napięcia. Mnóstwo napięć. Napięcia duchowe, napięcia cielesne. Napięcia myśli i napięcia mięśni. Zakłopotanie. Wstyd. Ucieczka w imaginację. Ucieczka w bezmyślność i odcięcie. Niesubordynacja. Brak sumienności. Konsekwencje. Konsekwencje ciągnące się po sam koniec roku akademickiego. Niesubordynacja. Nie dorosłość. Nie dojrzałość. Ślepa miłość. Szukanie drogi do zaufania. Szukanie drogi do miłości. Szukanie, zagubienie, przedzieranie się przez dziwne miejsca własnej duszy. Mroczne miejsca. Kosmiczne przestrzenie stanów nieważkości, próżni, pustki, ciemności, ciszy.
Gdyby początki były łatwe, nie byłoby sensu, aby były one początkami. Gdyby to, co następuje po początkach było łatwe, nie byłoby sensu, aby było tym, co następuje po początkach. Łatwe rzeczy są nieatrakcyjne. Nowe wyzwania nie mogą być łatwe, przestają bowiem być one wyzwaniami. Życie jest wyzwaniem. Wyzywam się do życia. Wyzywam się do bycia. Wyzywam się do istnienia. Wyzywam się do walki na życie. Na życie i śmierć. Wyzywam się.
Kruchość. To wszystko, co wiem o sobie. Kruchość. To nic, co wiem o sobie. Kruchość. Nie ma niczego takiego, co mogłoby. Istnieje wszystko, co jest w stanie. Nie ma możliwości, aby. Trudno jest orzec, czy rzeczywiście. Nie sądzę, gdyby miało tak być. A jeśli?
A jeśli?

komentarze [0]

Poznań 2010/Poznań 2011 : Poznań październik >> piątek, 10 czerwca 2011 20:27:04
Niebo nad Poznaniem jest takie ogromne. Trudno odnaleźć się w wielkim mieście. W tym ogromie chmur trudno jest odnaleźć ulatujące "się". Trudno jest odróżnić swoją myśl od tych wszystkich chmur. Trudno jest.
Niebo nad Poznaniem jest piękne. Przestrzenne. Myśli w tak ogromnej przestrzeni mają prawo się zagubić. Czasem dlatego trudno jest odszukać je wśród nawału chmur na tak ogromnym niebie trudno jest tak trudno, bo niebo to jest przeogromne, to jakby szukać w przestrzennej bieli przestrzeni w plamie płaskiej w plamie w ogóle plamie po prostu. Szukanie przestrzeni nie jest rzeczą łatwą, sama forma przestrzeni jest zagadnieniem obszernym, przestrzennym, nieskończona przestrzeń powstaje w umyśle poprzez niezidentyfikowanie formy wyrazu ów przestrzeni. Jeśli przestrzeń zostanie nieoznaczona, jak biała nieprzestrzenna plama, która w wyniku zagubienia wśród chmur poznańskich myśli, staje się przestrzenią nieograniczoną, nieskończoną, niepoznawalną, nieodgadnioną i neutralną jednocześnie, wśród której szuka się tej zagubionej w zupełnie innym miejscu myśli, można się wstedy nieco zagubić.
Nieco się zagubiłam. Trochę tu, trochę tam. Należy zrozumieć, że sprawy toczą się własnymi drogami. Należy zrozumieć, że zjawiska są zjawiskami, niczym innym ponad samymi w sobie, a są one wyłącznie zjawiskami i każda próba nadania im czegoś ponad zjawiskowości zakończy się fiaskiem, ponieważ zjawisko jest zjawiskiem a róża jest różą jest różą jest różą.
W dzieciństwie miałam mnóstwo kredek, teraz kredek nie mam prawie wcale. To szlanie interesujące, jak człowiek rozwija się z czasem, jak bardzo się staje. Stałam się. Mam dziwne przeczucie i odczucie stania się. Po 20 latach stałam się wreszcie, ustanowiłam, mogę śmiało powiedzieć - jestem.
Zrozumienie stania się zajęło mi dużo czasu, ponieważ przekroczenie granicy, zza której widać stawanie się siebie, nie wyszło z mojej inicjatywy, lecz zostałam przez tę granicę przepchnięta i stało się to i było to dobre i wiem już, że to ważne, by zostać przepchniętym przez granicę, ponieważ jasny widok stania się pozwala na dalsze stawanie się w przyszłość, stawanie się w dal, stawanie się, ustanawianie się w człowieczeństwie, w człowieczeństwo, w człowieku przez człowieka w człowieka.
Są jeszcze sprawy, które nękają mnie straszliwie. Są to sprawy związane ze stawaniem się, jeszcze sprzed granicy, w którą zostałam wepchnięta i przez którą zostałam przepchnięta. Nie wiem, czy warto jest spoglądać na tę ścieżkę, doprowadzającą do granicy, wiem natomiast, że jest to konieczne, ponieważ dopóki nie strzepnie się pyłu z sandałów, dopóty piach na nich osiadał będzie i nawet woda go nie zdoła zmyć, ponieważ piach ten jest jedynie metaforą rzeczy niż piach ważniejszych, spraw które nie chcą odejść, odejść nie pozwalając, skrzywiając ścieżkę ku następnej granicy, utrudniając wszystko.
Poznań 2010
Rzut na głęboką wodę strach obawa lęk zmartwienie. Śmierć. Natłok emocji. Tłum uczuć. Całe mnóstwo wrażeń. Niepokój i zagrożenie. O tak. Mnóstwo zagrożenia. Zagrożenie czuć było zewsząd, wszędzie. Zagrożenie pełzło lub galopowało za mną, ze mną, we mnie, na mnie. Zagrożenie syczało pod kołami tramwajów, ryczało w silnikach maszyn, świszczało z wiatrem, szumiało w rzece, szemrało w drzewach. Zagrożenie wślizgiwało się przez uszy wgłąb głowy, zaciskając gardło, wpływało do serca i szalało, szalało, pluskając się w komorach, zmieniając krwioobieg o tak o tak. Zagrożenie było ze mną długo. Nie pozwalało mi spać. Nie pozwalało mi jeść. Nie pozwalało mi. Zagrożenie mówiło nie.
Ludzie. 50 ludzi. Ja 1/50. Ja jedna pięćdziesiąta. Ludzie witający się, przedstawiający się. Ludzie tłoczący się. Ludzie stłoczeni zgromadzeni zebrani ludzie ściśnięci. Ludzie na płaszczyźnie interpersonalnej, podają sobie ręce, dłonie, gesty i imiona. Ludzie zawiązujący przyjaźnie, związki, relacje. Ludzie mówiący sobie, ludzie mówiący do siebie, ludzie mówiący do ludzi. Ludzie rozmawiający, toczący rozmowy, prowadzący rozmowy, dyskusje, polemizujący ludzie, ludzie wymieniający poglądy. Ludzie gadający bez sensu. Ludzie rozmawiający bez słów. komunikujący się bez słów, ludzie mniej lub bardziej komunikatywni. Ludzie współistniejący. Ludzie istnieją wspólnie i jednocześnie osobno. Dualizm egzystencja bytowanie. Ja również podałam swoje imię wielu ludziom. To bardzo niezręczne, podawać komuś swoje imię, jak dłoń, jak rzecz. Podajemy imiona jak rzeczy, z rąk do rąk, z ust do ust, z uszu do uszu. Podajemy imiona bezceremonialnie. Podajemy imiona jak gdyby nigdy nic. Z taką łatwością mielimy imiona w swoich ustach, w swoich uszach, w swoich mózgach. Przememłane imiona zaczynają nabierać znaczeń, zaczynamy definiować przememłane imiona, nadając im formę złożoną z cech, identyfikujemy imiona z ludźmi. Identyfikacja imiona. Definicja człowieka. Definicja człowieka na płaszczyźnie interpersonalnej. Każdy człowiek ma mnóstwo definicji. Każdy z nas został zdefiniowany, przyporządkowany, zaszufladkowany. Człowiek.
50 ludzi. Ja jedna z pięćdziesięciu. 49 twarzy, głosów, imion, ludzi do poznania. 49 żywych jednostek do zapamiętania. 49 łączeń mnie i ich. 49 ścieżek relacji. Stanowczo za wiele. Presja straszliwa presja presja zmiażdżyła mi płuca. Trudno oddychać ze zmiażdżonymi presją płucami. Poznań w październiku odebrał mi oddech.


komentarze [0]

Po psu cię >> sobota, 12 marca 2011 01:14:16
Gdy psuje się jogurt, powstaje pleśń.
Gdy psuje się chleb, powstaje pleśń.
Gdy psuje się dżem, powstaje pleśń.
Gdy psuje się pasztet, powstaje pleśń.
Gdy psuje się mleko, powstaje pleśń.
Gdy psuje się mięso, powstaje smród.
Gdy psuje się mięso, powstaje życie.
Gdy psuje się mięso, powstaje robak.
Gdy psuje się krew, powstaje rak.
Gdy psuje się krew, powstaje smród.
Gdy psuje się masło, jałczeje.
Gdy psuje się serce, powstaje choroba.
Gdy psuje się krew, powstaje choroba.
Gdy psuje się dusza, powstaje nicość.
Gdy psuje się przestrzeń, powstaje nicość.
Gdy psuje się życie, powstaje udręka.
Gdy psuje się wszystko, powstaje udręka.
Gdy psuje się mądrość, powstaje wstyd.
Gdy psuje się pewność, powstaje wstyd.
Gdy psuje się złość, powstaje bezradność.
Gdy psuje się rodzina, powstaje bezradność.
Gdy psuje się smutek, powstaje żal.
Gdy psuje się nadzieja, powstaje żal.
Gdy psuje się sen, powstaje smutek.
Gdy psuje się noga, powstaje smutek.
Gdy psuje się miłość, powstaje smutek.
Gdy psuje się więź, powstaje smutek.
Gdy mnie nie kocha, powstaje smutek.
Gdy psuję się ja, powstajesz ty.

komentarze [1]

01:01 >> sobota, 12 marca 2011 01:01:46
Droga na wschód.
Epitety.
Brzuch.
Generalizacja.
Pojęcia pojmować pojmowanie pojemność pojemnik pojąć pobrać pożenić.
Wieczór.
Już noc.
komentarze [0]

Błękit cyjanowy >> niedziela, 23 stycznia 2011 00:14:36
Niebo nad Poznaniem jest przestrzenne. Wielkie.
Wspaniale okalająca miasto kopuła, nieograniczona płaszczyzna, ciągnąca się w nieskończoną dal. Niebo nad Poznaniem jest zachwycające. Jest kurtyną, a wypoziomowana ja szukam za nią spektaklu. Tak daleko nam do nieba. Dotknięcia gwiazd.
Tak blisko nam do nieba. Niebo zaczyna się tuż pod stopami. Dokładnie tam, gdzie kończy się ziemia. A spektakl trwa. Trudno jest liczyć sceny i akty. Trudno jest pisać, gdy teatr gra. Trudno jest zaglądać gdzieś w nieskończoność przez cienką szczelinę ruchomej kurtyny.
Daleko nam do nieba. Dzieli nas odległość ziemi do pięt.
Daleko nam do nieba. Do dzikich podmuchów wiatrów, roznoszących słodką woń kwitnących kwiatów i smrodu człowieczeństwa zurbanizowanego.
Tak daleko nam do nieba. Tak blisko nam do nieba.
A niebo nad Poznaniem jest przestrzenne. Wielkie.
Wspaniale okalająca miasto kopuła, nieograniczona płaszczyzna, ciągnie się w nieskończoną dal.
komentarze [2]

Wierszokleta >> sobota, 11 lipica 2009 19:31:46
Jestem małym wierszokletą
pozbawionym dozy wdzięku
dozy czaru
i talentu.
......................................
Być może smród miasta nie wynika ze smrodu jako takiego, lecz z braku doraźnej potrzeby jego nie odczuwania przez społeczeństwo.
Być może smród miasta wynika pośrednio z ludzkiego fetyszu wdychania całego unoszącego się wokół nas obrzydlistwa, które zostaje przez nas również stworzone.
Być może ta adaptacja, ta akceptacja smrodu miasta prowadzi do zrodzenia się pewnego rodzaju perwersji polegającej na potrzebie obcowania człowieka XXI wieku z rzeczami wstrętnymi, brzydkimi.
Czy więc spaczony człowiek pochłaniający zarówno płucami, wzrokiem, słuchem i dotykiem brud i nieczystość może nadal nazwać siebie człowiekiem? A może nieludzką byłaby niechęć do takiego stanu rzeczy?
Bo przecież od początku stykamy się z brudem i smrodem. Rodzimy się w nim. Umazani krwią i resztą pozostałości naszego łożyska być może wtedy nabieramy do rzeczy później nas brzydzących swoistej postawy.
Być może w każdej chwili naszego życia tęsknimy za tym pierwotnym brudem.
Być może jesteśmy perwersyjni od samego początku.
......................................
Jestem nędznym i złym człowiekiem. Człowiekiem ulegającym pokładom emocji źle interpretowanych, źle stworzonych, źle istniejących. Jestem człowiekiem iluzorycznym. Człowiekiem, który nie potrafi do końca się określić. Czasem brzydzę się swoim niezdecydowanym jestestwem.
......................................
Świat stał się dziś światem nieuchwytnym. Nieuchwytnym dla mego wzroku. Dziś nie potrafię skupić swoich oczu na rzeczach, które podsuwa mi przed nie świat.
komentarze [0]

Po pragnienia. >> poniedziałek, 4 maja 2009 08:31:45
Pragnę posiadać kulę bilardową numer osiem, którą mogłabym rzucać o ścianę, a z każdym uderzeniem od boku budynku odpadłby fragment tynku.
Pragnę posiadać hamak zawieszony pod sufitem mojego wyimaginowanego pokoju o niebotycznie wysokim suficie, spod którego wisiałyby moje bezwładne nogi.
Pragnę otulić się wiszącymi nade mną i wokół mnie kolorowymi nićmi, miękkimi i drażniącymi moje ciało.
Pragnę skulić się we wnęce w podłodze, gdzie zamiast miękkiego materaca, leżałyby styropianowe kuleczki, które wplątane w moje włosy byłyby mi bliższe, niż ciężkie w płucach powietrze.
Pragnę nieco zapomnieć, lub też zmienić tor swych wspomnień, by móc swobodnie odetchnąć, lecz niełaskawy czas płynie dziś zbyt powoli i nasyca mą głowę tylko wielkim, przytłaczającym krzykiem.
Basta!

komentarze [0]

krótkie och >> środa, 15 kwietnia 2009 21:09:05
Od jakiegoś czasu jestem w posiadaniu kóz. Trzech pięknych kóz, z których od kwietnia poprzedniego 2008 roku zdążył opuścić mnie całkiem niedawno mój pocieszny capek Jaś, na jego zaś miejsce przyszedł trzy tygodnie temu zrodzony jego syn Bonifacy.
I właśnie to cudowne "posiadanie" życia istot tak nam bliskich wprowadza mnie w melancholijną......prawdę? melancholijne zmęczenie? a może poczucie odpowiedzialności? Codzienne nasłuchiwanie odgłosów ukochanych stworzeń. Codzienne zerkanie i zastanawianie się - Czy wszystko w porządku? Czy dziś nie usłyszę znów przeraźliwego okrzyku rozpaczy, wołania o pomoc, wyrażonego w wysokim tonie tego ślicznego, niepospolicie urzekającego "mee"
Nie. Nie wszystko jest w porządku.
Nic nie jest w porządku.
Sztuczny porządek zaburza prawo natury do ustanawiania jej własnego porządnego chaosu.
Człowiek nie jest w porządku.
W tym własnym człowieczym porządku, do którego próbuje nagiąć wszystko inne, tylko nie samego siebie.
Cóż za zrządzenie
tylko czego...

komentarze [1]

>> środa, 21 stycznia 2009 18:33:48
kk
komentarze [1]

Oto Xenia właśnie >> piątek, 17 października 2008 22:07:11
Nie lubię wypowiadać słów, których nie czuję.
komentarze [1]

Absolutnie >> poniedziałek, 6 października 2008 18:42:55
Wczoraj był piękny zachód słońca.
Urzekający wręcz.
Więc patrząc na czerwone niebo
tańczyłam
pośród suchych traw
sięgających do mych ramion.
Tańczyłam
wśród jesiennego podmuchu
wiatru,
gdy patrzyły na mnie z wysokości
roztrzepane i jak gdyby...
nie,
chmury,
po prostu
chmury.
Patrzyły na mnie chmury.
Długie, wąskie chmury.
Zrozumiałam, że kocham.
Kocham tę chwilę. Ten taniec. Ten zachód
słońca.
I zatęskniłam za gwieździstym
niebem.
Zapragnęłam znów
położyć się na trawie
usłanej nocą.
I wśród sennych oddechów owadów
wpatrywać się w nieskończone niebo.
W otaczający mnie kosmos.
Kosmos emocji
zdarzeń
ciał niebieskich.
Jestem wolna. Czuję otaczającą mnie
wolność.
Dar świata. Dar wolności od świata
dla mnie. Boże,
kocham cię życie.
Otaczające mnie życie.
Życie, także moje, które raz dane,
również raz będzie mi
odebrane.
I nie możemy w nieskończoność trwać
w nieskończoności.
I pięknym jest brak utracenia tej
nieskończoności, której
pojąć nie można, bo
zarezerwowana jest wyłącznie dla
nieskończonego.
Dla absolutu.
Taniec absolutu.
Dlaczego nie tańczysz, boskości
Tańcz ze mną
Oddajmy hołd życiu
Temu, które się skończy.

komentarze [1]

księga



2004
październik (3)
listopad (3)
grudzień (2)

2005
styczeń (4)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (3)
lipiec (1)
wrzesień (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2006
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (4)
lipiec (7)
sierpien (3)
wrzesień (2)
październik (5)
listopad (4)
grudzień (1)

2007
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (3)
sierpien (3)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
maj (1)
wrzesień (1)
październik (2)

2009
styczeń (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)

2011
styczeń (1)
marzec (2)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (1)
grudzień (1)



Zajrzyj
Coca Cola
Żelki
Fretki





layouts&fot Sskers
mylog.pl